Zaczynamy wyścig, w którym bierzemy udział! No to biegniemy…
biegniemy… i biegniemy… widzimy wśród kibiców swoją rodzinę w tym swoje dzieci –
takie maleńkie, bezbronne i niewinne, ale biegniemy nadal … . Przyspieszamy i
staramy się być najlepsi… widzimy, że inni także próbują nas doścignąć. Nie dajemy
się, wylewamy siódme poty, aby nikt nam nie dorównał. Znów zauważamy na
trybunach swoje dzieci (ale jakoś tak urosły, a może się nam wydaje)… widzimy,
że coś do nas mówią, starają się coś nam przekazać, ale tak pędzimy, że nic nie
słyszymy i nie potrafimy wyczytać z mimiki twarzy ani jednego słowa. Ale za to
słyszymy kibiców, którzy nas dopingują, więc pędzimy dalej.
